powrót

w Brise...

O.Leonard pyta miejscowych o drogę.
Szukamy tu starego budynku,
należącego kiedyś do kościoła,
w którym możnaby zrobić dom parafialny, kaplicę.
Miejsce, w którym O.Leonrad mógłby odprawiać mszę,
a także zatrzymać się
w czasie duszpasterskiej wędrówki po wsiach.
 
 
 
Obowiązkowa rakija.
Miła gospodyni ugaszcza nas także miodem.
   
Wreszcie docieramy do selu naszej wędrówki.

Dom jest bardzo zniszczony.
W środku ktoś trzyma kury...

O.Leonard dokładnie zwiedza cały dom,
sprawdza co należałoby wyremontować.

Takie przejścia
zamiast znanych u nas furtek w ogrodzeniu
można tu spotkać bardzo często.
Niezbędne do uprawy roli narzędzia
ludzie produkują sobie tu sami.
Na koniec, gdy ruszamy w drogę powrotną,
jedna z rodzin zaprasza nas na obiad.
Z okazji przyjścia gości,
w pokoiku na pietrze rozbłyska światło.
 
Przed posiłkiem gospodarz podaje nam
miskę z czystą wodą do umycia rąk.
 
Dzielimy się chlebem.
Na stole lądują nasze konserwy i chleb.
Gospodarze przynoszą ser, ogórki, cebulkę.
Uczta jest bogata.
Przy stole siadają z nami tylko mężczyźni,
w pobliżu kręcą się dzieci.
   

do góry
powrót
powrót do strony głównej